Rozmowy z Elą – cz. III

Niech mi siostra powie, czy trudno jest złożyć ślub czystości?

I trudno, i łatwo…

Co to znaczy?

Jeśli człowiek uświadomi sobie, choć w niewielkiej części, jak wielka jest miłość Boga, miłość Jezusa do niego, to odpowiedzieć na tę miłość staje się normalną koniecznością serca. Wtedy nie dłuży się Msza święta, nie nudzą modlitwy w kaplicy… – jest się z Tym, którego się kocha, któremu chce się odpłacać miłością i którego chce się kochać ciągle jeszcze więcej.

Ale mi nie o to chodzi! Chodzi mi o ciało… Rozumie siostra?!

Rozumiem. Wiara uczy nas, że duch ma panować nad ciałem. I dlatego powiedziałam, że i łatwo, i trudno. Ludzie mają najrozmaitsze temperamenty i życiowe przejścia. Niektóre typy psychofizycznego ukształtowania bardziej dają o sobie znać w tej dziedzinie, inne –  mniej. Ale wiara musi tu mieć zasadniczy głos.

Ja myślałam, że ślub czystości to po prostu zobowiązanie się sióstr, że nie będą zawierać małżeństwa…

No, niestety, to grubo za mało. Czystość kojarzy się z czymś pięknym: czysta woda, czyste powietrze, czyste ubranie… Zatem nie może to być tylko negacja: nie będę zawierała małżeństwa, czy nie będę współżyła seksualnie z nikim. Nie darmo się mówi o czystej intencji. W życiu zakonnym każdy musi się starać, aby wszystko było czyste; od intencji, poprzez myśli, słowa aż do czynów.

To chyba bardzo trudne… A nie marzyła siostra o domu, rodzinie, dzieciach?

Myślałam o tym; każdy może mieć momenty, kiedy wraca myślą do decyzji i zastanawia się, co by było, gdyby wybrał inną drogę. Ale wtedy z pomocą przychodzi mi świadomość tego, Kogo wybrałam. On jest w stanie zaspokoić wszystkie moje pragnienia.

A popęd seksualny, seks czy pragnienie, by ktoś nas kochał…?

Zauważ, że to jest pragnienie, by ktoś nas kochał, a nie pragnienie, aby z kimś współżyć. Wypływa ono z tego, że człowiek pragnie być szczęśliwy. Takie pragnienie wlał w serce człowieka Bóg. To tylko złe uformowanie lub brak uformowania duchowego podpowiada ludziom, że seks, że współżycie płciowe, to jest pełnia szczęścia. Być kochanym, być szczęśliwym, to chyba dużo, dużo więcej…

No tak… Ale to się pewnie trzeba umartwiać! Niech mi siostra powie, jakie umartwienia trzeba podjąć, żeby sobie pomóc w tej dziedzinie?

Elu kochana! To naprawdę nie jest takie straszne. Powiem ci, jak pięknie i krótko wyjaśnił to ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich wierszy. Modli się w nim tak:

 

„Boże, daj nam czystość,

co nie jest ascezą,

tylko miłością,

tak jak życie całe…”

 

Rzeczywiście, krótko i pięknie… Ja bardzo lubię poezję ks. Twardowskiego.

Więc sobie to przemódl i rozważ. I pomyśl, czy dziewczyna, która ma chłopaka albo kochająca żona musi stosować ascezę, aby myśleć o tym, kogo kocha? Czy będzie się zmuszać, aby pozostać wierną tej osobie?

No nie. Chyba nie…

No właśnie. Podobnie i tu. Staram się myśleć o Tym, komu ofiarowałam swoje życie i spełniać Jego pragnienia. A zatem asceza polega przede wszystkim na rozwoju miłości. Kiedy się kogoś kocha, to się o nim myśli, mówi prawie ciągle, to się za niego modli, o niego troszczy, spełnia się jego prośby, czasem nawet marzenia czy często przeczuwa się, czego on by pragnął i to się realizuje. Sprawy kochanej osoby są wtedy moimi sprawami. Zupełnie podobnie przedstawia się to w życiu siostry zakonnej w jej relacji z Chrystusem. Dlatego byli i są teologowie, którzy ślub czystości chcieli nazwać ślubem miłości, aby bardziej wskazać  na jego istotę.

Niech sobie siostra nie żartuje – naprawdę nie trzeba do zachowania tego ślubu wielkich umartwień? W starych książkach religijnych jest tyle na temat ograniczeń ascetycznych w tej dziedzinie…

Trzeba ascezy, ale – zrozum – musi ona wynikać z wewnętrznego ukierunkowania moich pragnień. Chodzi o to, żeby nie było: «nie zrobię tego, bo to zakazali albo zaszkodzi mojej czystości». Trzeba zmienić myślenie. Pytam się siebie: «czy to, co chcę zrobić, będzie się podobać Temu, kogo kocham, kogo wybrałam. Czy będzie świadczyło o tym, że On jest na pierwszym miejscu w moim życiu?»

Ależ, siostro! Takie myślenie to mogą stosować i ci, którzy żyją w małżeństwie!

Oczywiście! Bo chrześcijanie żyjący w małżeństwie też są zobowiązani do czystości.

Rewelacja! Pierwsze słyszę…!

Tak, kochana. Pierwsze słyszysz, bo niektórzy ludzie robią wszystko, żeby o tym nie wiedzieć. Ale tak jest. Rzecz jasna czystość w małżeństwie będzie się inaczej realizować niż w klasztorze, ale jest konieczna. Wierność w intencjach, myślach, w słowach i czynach. I oczywiście – rezygnacja z używania drugiego człowieka jako przedmiotu mojej przyjemności. To w skrócie czystość obowiązująca w małżeństwie.

Powiedziała siostra, że potrzeba jednak ascezy. Chciałabym się dowiedzieć, co sprzyja czystości… wie siostra, teraz tak trudno funkcjonować wśród tych obrazów erotyki i seksualności atakujących człowieka z każdej strony…

Nie lubię rozwlekłych dociekań, więc powiem ci krótko o tym, co mi pomaga. Oprócz tego, co powiedziałam wcześniej o ukierunkowaniu pragnień, to na pierwszym miejscu musi być modlitwa, a potem opanowanie. Moja reguła jest taka: nie pozwalać zmysłom na żadne nadmiary. Zastosuj to do wszystkich zmysłów po kolei: wzroku, słuchu, smaku, dotyku i powonienia, a znajdziesz właściwy kierunek. A więc na przykład: przesyt w oglądaniu, szczególnie obrazów nie kierujących myśli ku Bogu, przesyt słuchania np. nie budującej mnie ciężkiej, hałaśliwej muzyki, „nadoglądactwo” szczególnie bezmyślne telewizji, przejadanie się i dogadzanie smakowi, upodobanie nadmierne w zapachach i przerosty w używaniu dezodorantów i perfum itd. Bo kiedy sobie powiesz, że wszystko ci wolno i nic ci nie zaszkodzi, to na pewno wejdziesz na śliską drogę. Ale musisz też pamiętać, że realizuje się to z tym uzasadnieniem: «robię to dlatego, że chcę pozostać czysta dla tej osoby, którą kocham». W klasztorze to będzie Jezus, w życiu świeckim – obecny czy przyszły małżonek. Nie dlatego to podejmuję, że np. walka z obżarstwem czy „nadoglądactwem” telewizji czy gazet porno jest wymienione w spisie rzeczy zakazanych w podręczniku ascetycznym. Musi tu być głębokie uzasadnienie, bo inaczej nie ma co podejmować walki.

Siostro, jak to spamiętać, jak na to wszystko naraz uważać? To jest chyba niemożliwe!

Tę dziedzinę opanowania można by chyba nazwać higieną ducha. Teraz wszystko ma być ekologiczne. Dlaczego nie zatroszczyć się o ekologię tego małego świata, który jest najbliżej nas, czyli własnego wnętrza? Jeśli widzę, że coś mi szkodzi duchowo, to z tego rezygnuję. Proste. Oczywiście trzeba być czujnym, nie zagłuszać sumienia, mieć wielką wiarę, mieć odwagę przyznać się przed Bogiem i samym sobą, że rzeczywiście to czy tamto nie jest dobre dla mnie. Potrzeba też takiego uważania spraw wiary i życia duchowego za sprawy ważne, istotne, bo gdy będziemy je traktować z przymrużeniem oka, to wtedy nie będzie nam zależało na zmianie tego, co złe. Czasem warto zapytać siebie, co mi przyjdzie z tego, co akurat robię, jaki to będzie pożytek, także w sensie duchowym. Jeśli jedynie szkoda, a uzasadnieniem jest tylko przyjemność, to po prostu zrezygnować.

Myślę, że to jednak trudne…

Kiedyś, gdy rozmawiałam na ten temat, ktoś zapytał mnie o pewne swoje upodobanie: «A co w tym złego?». Myślę, że warto pytać inaczej: «A co w tym dobrego, Bożego, świętego, rozwijającego?» I dopiero wtedy decydować, czy to podejmować. Życie chrześcijańskie raczej, a życie zakonne już na pewno, nie jest drogą minimalizmu duchowego!

A nie spotkała się siostra z wyśmiewaniem, z komentarzami na ulicy czy…?

Oczywiście, że się spotkałam. Kiedyś ktoś, wprawdzie nieco podpity, zapytał mnie: „Nie rozumiem, jak można kochać nie dotykając”. Na to odpowiedziałam: «Trzeba spróbować, to wtedy się zrozumie». Bo rzeczywiście, ktoś kto nie ma tej wewnętrznej duchowej intuicji, jakiegoś głębszego zrozumienia życia ludzkiego i Ewangelii i nie próbuje tak żyć, to nigdy nie zrozumie głębszej miłości poza seksem. Często ludzie nie tylko sami są temu winni do końca. Kto im to w czasie ich dorastania mówił? Są całe sztaby ludzi, które pracują, aby rozbudzać wszelkie apetyty, najgorsze instynkty, bo wtedy mogą sprzedać to, czego produkcją się zajmują, od czekoladek i alkoholu, aż do czasopism pornograficznych, środków pobudzających seksualnie i antykoncepcji. A biedny człowiek nie rozumie, że jest sterowany. Myśli, że jest wolny i że sam wybiera. A trzeba pamiętać, że «chce mi się czegoś» to nie to samo co «chcę coś i to wybieram». A potem zostaje już człowiekowi tylko stałe myślenie o zaspokojeniu seksualnym, i to coraz bardziej wymyślnymi metodami, i stąd pytanie tego człowieka na ulicy, które świadczy, że nie rozumie się już normalnego sposobu życia, w którym to ja wybieram to, co robię, a nie moje żądze rządzą mną i wybierają za mnie. Wielu rzeczy wcale nie muszę robić, tylko zostałem tak zmanipulowany, żebym myślał, że muszę, bo inaczej nie będę żył. Tak samo jest z konsumizmem w każdej innej dziedzinie życia.

Wracając do życia konsekrowanego… Jak siostry realizują się jako kobiety? Przecież macierzyństwo jest głęboko wpisane w kobiecą naturę…

Istnieje coś takiego, jak macierzyństwo duchowe – troska o najwyższe dobro spotkanego człowieka, uczenie go drogi zbawienia. Jak mówił św. Paweł: „oto, moje dzieci, ponownie w bólach was rodzę”. Jest ono mało dowartościowane i często nie rozumiane albo źle rozumiane, a przecież jest niezwykle piękne. Czasem ludzie sami odkrywają: ten człowiek pomaga mi w drodze do Boga! I korzystają z pomocy. Rozwija się to jednak tylko na płaszczyźnie głębokiej wiary, stąd ludzie o wierze tradycyjnej czasem po prostu nie odbierają na tych falach: mogą coś przeczuwać, ale nie rozumieją.

I to siostrze wystarczy?

Tak. Kiedy widzę Chrystusa w drugim człowieku, szczególnie chorym, smutnym, przygnębionym, zagubionym – to mogę świadczyć miłość samemu Chrystusowi, świadcząc ją spotkanemu człowiekowi i pomagając bliźniemu utwierdzić się w wierze, że Bóg go kocha. A to początek pięknego życia.

Bardzo dużo nowych rzeczy się dziś dowiedziałam od siostry. Niech siostra patrzy – policzki mnie aż pieką z przejęcia. Muszę to przemyśleć głębiej. Jak jednak daleko powszechne myślenie i przeciętna mentalność odeszły od takiego rozumienia czystości… Oczywiście spotkamy się jeszcze raz, siostro? Mam jeszcze dużo do zapytania… A odpowiedzi są bogate i treściwe, więc nie da się tego przyswoić od razu…

Dobrze, Elu. Możemy się znów spotkać za tydzień. Odpowiada?

Jasne, że odpowiada. Szczęść Boże! Dziękuję!

Ja też ci dziękuję. Szczęść Boże!